Google+ Followers

wtorek, 17 czerwca 2014

Emerald, witaj w domku


Dzień dobry, nazywam się Emerald i jestem nowym domownikiem :)

Tak, tak, od soboty mam współlokatora. Troszkę na niego musiałam poczekać a do tego sporo się napracować, ale opłaciło się. Stworzonko jest przeurocze i przesłodkie, choć początki były naprawdę ciężkie. Ale od początku.

Kilka lat temu na wystawie kotów rasowych zobaczyłam przecudnego misia w kociej skórze i zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Tu pozwolę sobie wstawić fotkę ze strony hodowli Pareno*PL, taty Emeralda, bo dokładnie takiego misia wtedy zobaczyłam:
RU*Gudvangen's Ruby z hodowli Pareno*PL
Rubin jest kotem rasy brytyjskiej krótkowłosym, w kolorze czekoladowym (Bri b) z pięknymi pomarańczowymi oczkami. Jego syn, mój Emerald jest trzecim czekoladowym pokoleniem, bo jego babcia Arabeska Gold of Britain również miała takie ubarwienie.

Tak więc młody od soboty ma już nowy domek, który przeszedł sporo zmian, aby mogło w nim bezpiecznie zamieszkać zwierzę.

Początki były baardzo trudne. Przez pierwszą dobę kocurek był jednym wielkim kłębkiem nerwów. Jego jedynym zadaniem było uciekanie i ukrywanie się przede mną. Przez 24 godziny nie jadł i nie pił, przez co bałam się, że utknie mi gdzieś schowany przede mną, zasłabnie z odwodnienia, a ja go znajdę po kilku dniach. Generalnie przez 2 dni trwała nasza "zabawa w chowanego": Emi szukał nowych kryjówek przede mną, a ja zamykałam do nich dostęp.

Gdyby ktoś się nie domyślił, to to wybrzuszenie we wnętrzu materaca łóżka to jest kotek:

W niedzielę po południu poszła w ruch strzykawka z wodą, nie chciałam ryzykować jego odwodnienia. Karma z hodowli również małego nie interesowała, poratowały mnie paszteciki Animondy, którymi karmiłam młodego bezpośrednio łyżeczką, nie wykładając ich do miski. W ten sposób powolutku przełamywaliśmy lody. Pomogło. Do rana sucha karma z miski częściowo zniknęła, z wodą nadal był problem, dalej została opcja strzykawka.

Generalnie do dziś mały boi się mnie jak przechodzę obok, nie pozwolił jeszcze się pogłaskać, na jakąkolwiek próbę reaguje bardzo nerwowo ucieczką. O wzięciu na ręce można na razie zapomnieć. Zauważyłam, że Emi nie lubi jasnych miejsc, okno ani przez chwilkę go nie zainteresowało.
Wręcz przeciwnie, uwielbia wszystkie ciemne schowki, z jego krytą kuwetą włącznie. Ostatnia odnaleziona jego skrytka: spód wanny.

Na szczęście oswajanie idzie w dobrym kierunku, piórka, wędki i piłeczki spełniły swoje zadanie, teraz gdy to piszę to wręcz jedna myszka pokonała go, bo padł z wyczerpania :)
uroki robienia zdjęć z fleszem
 
Prosto z hodowli Emerald dotarł do mnie razem ze swoją różową obróżką ( w ten sposób właścicielka rozpoznawała 3 czekoladowe kotki z tych samych miotów). W domu miałam mu ją zdjąć, ale okazało się, że tylko dzięki niej mogę namierzyć młodego w ciemnych skrytkach. Dziś kupiłam mu nową, bardziej świecącą i odblaskową. Dopóki nie skończy się zabawa w chowanego musi zostać na jego szyi, dla jego dobra.
oczy jeszcze w odcieniu "dziecięcym", gdy dorośnie zmienią się na pomarańczowe
A tak się kończy używanie flesza przy robieniu zdjęć i nagrywaniu filmów przy kocich oczętach
obcy są wśród nas
No i na koniec Emerald w całej okazałości, zrobienie takiego zdjęcia kosztowało mnie sporo zachodu. Jak już się oswoił z moim mieszkaniem, to mając otwarte oczka zawsze jest w ruchu
13 tygodni

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Masz pytanie? Zadaj je poniżej, spróbuję pomóc

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Popularne posty