Google+ Followers

poniedziałek, 30 października 2017

Torebka Depeche Mode - Spirit

Jako psychofanka ;) zespołu Depeche Mode nie mogłam się powstrzymać, aby jakoś nie zaakcentować faktu wydania przez nich nowej płyty. "Spirit" ukazał się 17 marca 2017 roku i choć nie jest następcą "Violator" czy "Music for the masses" nadal dla mnie jest muzyką poruszającą moją duszę.
 Refren z mojego ulubionego "Where's the revolution" powoduje, że mam miękkie kolana za każdym razem, gdy go słyszę.
Moją miłość do Depeche Mode postanowiłam zaakcentować nową torebką, która idealnie nadaje się na jesienne dni. Pasuje w sam raz na dokumenty A4, w środku mam kilka przeróżnych kieszonek, w tym na bilet miesięczny, szczotkę do włosów, dowód osobisty, książkę, długopisy czy też ważne papierki.
Na głównej stronie torebki jest idealnie odwzorowana okładka albumu SPIRIT

z tyłu mam dwie poręczne kieszonki na telefon i klucze

obowiązkowo na każdej mojej pracy znajdziecie motyla, tutaj też nie mogło go zabraknąć

no i tradycyjnie już torebka została przeze mnie podpisana

niedziela, 26 lutego 2017

Szczęśliwa koszulka PYTON

Pamiętacie koszulki dla zawodników klubu "PYTON"?

 
Dla Marty zrobiłam specjalną na zawody, w kolorach, jakie zamówił sobie jej trener:
 
No i chyba przyniosła jej szczęście, bo Marta "Vipera" wygrała swoją kategorię !!!
 


sobota, 25 lutego 2017

Róże Luizy

Jakimś cudem znalazłam swój bardzo stary telefon (Nokia E52 - rewelacyjny model, szkoda, że takich już nie produkują) a w nim starą kartę pamięci. A na karcie... zapomniane fotki.
Znalazły się tam między innymi zdjęcia obrusa zrobione jeszcze w trakcie haftowania zamówienia. Obrus był bardzo specyficzny, bo miał długość aż 3,5 metra. Takie Luiza złożyła zapotrzebowanie, aby na komunię syna zmieścić całą rodzinę przy stole i nie robić obrusowej składanki.
Wspólnymi siłami wybrałyśmy wzór, ja rozplanowałam go na materiale i do dzieła.
Co ciekawe, haftowałam ten obrus bez wykorzystania tamborka, bo go po prostu wtedy nie miałam i materiał napinałam między kolanami :)
Niestety nie zrobiłam zdjęć (jak zwykle) po wyhaftowaniu całego zaplanowanego wzoru, więc mam tylko kilka zdjęć (i to średniej jakości) obrusa w trakcie pracy.
 
 
 
 

poniedziałek, 10 października 2016

Kołderka dziecięca Tatty Teddy

Po głowie snuje mi się mnóstwo pomysłów jak połączyć haft z paczworkiem, ale jak to w życiu na razie jeden tylko pomysł zrealizowałam i też nie do końca.

Jeden z moich ulubionych motywów graficznych to cudowne walentynkowe misie Tatty Teddy.
Trochę nad nimi się nasiedziałam, nie ukrywam, że nie było prosto je wyhaftować, bo jak każdy znawca tych misiów wie, obrazki są bardzo delikatne, nieostre i takie jakby zasnute mgłą. Efekt ocenicie sami poniżej.




Kołderka powstała z resztek materiałów, taki był cel od początku, a w trakcie szycia okazało się, że tych resztek i tak jest za dużo, bo po zszyciu całości okazało się, że przesadziłam. Pierwotnie stworzyłam 6 paneli, ale po ich zszyciu wyszła mi kołdra rozmiarem prawie na dorosłe łóżko, a nie taki miałam zamysł. Odprułam więc dwa dolne panele, zostawiłam cztery i myślę, że dzięki temu finalny rozmiar wyszedł OK. Wprawne oko wyłapie, że przez to odprucie trochę popsułam ogólny schemat, ale laikowi będzie wszystko jedno.





Kołderka została podarowana młodej parze w prezencie ślubnym, mam na nadzieję, że przyszłemu dzieciątku posłuży.

Przekleństwem tej kołdry okazał się najgłupszy pomysł jaki do tej pory przyszedł mi do głowy, mianowicie jako spód użyłam koca polarowego z Ikei. Chciałam, aby kołderka była bardzo ciepła i miła w dotyku. Durna baba ze mnie. Już po pierwszych szwach pomyślałam: a niech by to wszystko szlag trafił. Po pierwsze masakrycznie opornie cała kołdra przesuwała się pod igłą, to była taka męczarnia, że szkoda gadać. O malowaniu igłą można było zapomnieć. Drugi problem to ciągłe zrywanie nitek, których wcześniej w innych projektach używałam bez problemu. Myślałam, że nigdy jej nie skończę i mniej więcej w połowie pikowania zrezygnowałam z dalszej walki. Dokończyłam tylko, aby było symetrycznie. Niektórym może wydać się dziwne, że nie przepikowałam jej po całości, ale uwierzcie, nie dało się. W końcu szycie ma być dla mnie przyjemnością, a nie walką.


Oczywiście, jak w każdej pracy pomagał / przeszkadzał mi Emerald. W zależności od mojego nastroju wybierałam raz jedną, raz drugą wersję jego współpracy ze mną ;)
tradycyjnie zawłaszczył ją sobie i z odpowiednią minką powiedział: to jest moje !

jedno z nielicznych zdjęć, na których ma prawie rzeczywisty kolor oczu, w oryginale są miodowo-bursztynowe

Dzień Matki 2016

Aż trudno uwierzyć, że nie napisałam tu nic od ponad roku ! Ale ten kto mnie zna wie, że nie jestem medialnym stworzeniem i że dużo tworzę, ale mało chwalę się tym w mediach ;) Przede wszystkim zapominam robić zdjęcia. Poniekąd do napisania tego posta też zmusiło mnie dalsze otoczenie, które zalało mnie ilością niesamowitą ilością maili o postępy różnych prac. Tak więc po trochu pouzupełniam to co udało mi się sfotografować.

Zacznę jednak od innej bajki. Od kilku lat chodziła za mną technika decoupage'u. Bałam się trochę ruszyć temat, bo nie mam absolutnie warunków do kolejnego hobby, a znam siebie, że jak za coś się biorę to od razu porządnie. Jedno z moich życiowych powiedzonek:
"Rób coś profesjonalnie albo wcale"

I tak pewnego wiosennego dnia, po zajrzeniu do kalendarza odkryłam że zbliża się Dzień Matki i fajnie byłoby zrobić Mamie prezent inny niż zawsze (stałe zamówienie od niej: dziecko, kup mi coś z apteki, biovital albo doppelherz... hahaha). Ileż razy można kupować biovital. No i oczywistym wyborem padło na przedmiot zdobiony własnoręcznie techniką decoupage, gdy bardzo zależało mi na możliwości umieszczenia na nim naszego baaaardzo starego zdjęcia ;)

Skorzystałam z uprzejmości mojej koleżanki Marty, która wprowadziła mnie w podstawy transferu i decoupage'u, potestowałam, popróbowałam, zrobiłam niemałe zakupy materiałów (rany Julek, ile to wszystko kosztuje, a ile miejsca zajmuje w pokoju !!!) i no i coś tam na próbę stworzyłam. Gdzieś tam kiedyś w necie widziałam szkatułkę imitującą książkę i ta forma mi się najbardziej spodobała.




Moja Mama była kiedyś blondynką ;)




Czytelnicy, tylko błagam, miejcie nade mną litość, bo to moja pierwsza praca w życiu i jeszcze sporo muszę ich zrobić, chociażby po to, aby przetestować produkty.

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Kołderka FC Barcelona

Mój kochany siostrzeniec i chrześniak Filipek już tak urósł, że jego rodzice postanowili wyremontować mu pokoik i kupić mebelki jak dla większego chłopca. W końcu we wrześniu pójdzie do pierwszej klasy.
To stało się pretekstem do uszycia mu kołderki w barwach jego ulubionego klubu piłkarskiego. Filipek dzielnie trenuje jako Młody Orzeł, co widać poniżej. Dzięki za filmik dla Marcina, jego chrzestnego, który m.in. zajmuje się zawodowo filmowaniem z powietrza, zajrzyjcie na jego profil Ost-Fly Filmowanie i Fotografowanie z Powietrza na YouTube)

Najpierw zaczęłam od podstawy, czyli pasów bordowo-niebieskich. Przeczuwając, że kołderka może służyć nie tylko do spania, wzmocniłam dodatkowo szwy od zewnątrz.
 
Oczywiście na kołderce najważniejszy jest herb i to od niego zaczęło się projektowanie, liczenie i mierzenie.
Jak zawsze dzielnie pomagał mi Emerald, wtedy gdy nie zabierał mi ołówka albo wykrojonych części. Ostatnio jego ulubionym zajęciem stało się gryzienie nożyczek w podczas krojenia.


Herb papierowy kilka razy powiększany, krojony, wycinany posłużył do uszycia metodą paczworku herbu materiałowego. Napis i piłkę nożną wyhaftowałam komputerowo.
Zewnętrzną lamówkę herbu wykonałam techniką aplikacji na flizelinie z klejem.
Po wycięciu i zszyciu wszystkich elementów herb gotowy
Do tego etapu ustaliłam wzór z siostrą. Dalsza jego część to już moja inwencja i pomysł. Znalazłam genialny materiał z wzorem w piłki do nożnej i postanowiłam naszyć je losowo na całą kołderkę. Gdzie je umieścić decydował Emerald


Piłki przyszywałam również techniką aplikacji na flizelinie z klejem. Wyciętą piłkę przyszywa się prawą stroną materiału do flizeliny stroną z klejem.
Pamiętając, że jest to okrąg należy ponacinać brzegi, aby ładnie udało się wywinąć na prawą stronę
We flizelinie należy naciąć delikatnie środek
i wywinąć materiał na prawą stronę.
Aplikację trzeba teraz przeprasować i doszyć do kołderki metodą jak kto woli: szwem prostym, drabinkowym lub zygzakowym wokół brzegu.

Przód kołderki już gotowy, czeka teraz na kanapkowanie i pikowanie, ale na razie nie mam tak dużej wolnej przestrzeni do napięcia materiału, czekam na znak sygnał od rodziny, kiedy będę mogła skorzystać z ich podłogi.
dalej czekamy na wiosnę








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Masz pytanie? Zadaj je poniżej, spróbuję pomóc

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Popularne posty